Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łzawe zapiski naiwnej idiotki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łzawe zapiski naiwnej idiotki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 grudnia 2013

XII

Here's the thing...
Przecież pięć minut temu była Wigilia, cztery minuty temu wylewałam łzy w łazience bo "życzę ci abyś była szczęśliwa" to takie nieprawdziwe gówno, zdanie tabu, zdanie, którego takim ludziom jak ja się nie mówi, bo to tak samo jakby człowiekowi bez ręki powiedzieć "nie martw się, na pewno będziesz od razu szczęśliwy".
Ja właśnie czuję się jakby obcięto mi rękę, więc to było trochę śmieszne.
Przecież pięć minut temu była Wigilia, za sześć minut Nowy Rok.
Nowy Rok, który od pół roku proszę by był lepszy niż ten rok. By dał mi wreszcie rozwiązania, których szukam.
Z ogromną nadzieją patrzę na każdy kolejny dzień, licząc, że nagle... pyknie wszystko na swoje miejsce.
I nie jest to tak, że nie jestem nieświadoma wszystkiego co piszę, co mówię i co robię.
Jestem świadoma tego, że stoję po pas w mule i rozsądnie byłoby się z niego wyczłapać.
Jednak ta druga, uszkodzona część mnie po prostu nie potrafi wyjść.
Może muszę poczekać.
Może muszę poznać kogoś nowego, inspirującego.
Może po prostu kiedyś ten muł zacznie mnie cieszyć.
Mimo, że Nowy Rok to tylko umowna data, jednak oddziela od przeszłości grubą kreską. Znów skreślamy dni, począwszy od dnia numer 1.
Tak, napawa mnie to nadzieją. Nadzieją, ale nie oczekiwaniami.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

XI

Mam paskudny charakter.
Well, kiedyś go nie miałam. Ale jak człowiek zmaga się z paskudnymi charakterami, to i jego się kształtuje.
Z jakim przestajesz, takim się stajesz.
Jestem samolubna i stanowcza. A to ludzi drażni. Drażni ich, bo wszystko robię na swój sposób. I bardzo się przy tym upieram.
Z jakim przestajesz, takim się stajesz.
Uczę się na swój sposób, troszczę się na swój sposób, kocham na swój sposób, nienawidzę na swój sposób. Samolubny i stanowczy.
Tym samym zarzuca się mi brak uczuć.
Mogę powiedzieć o sobie wiele, ale nie do końca to, że nie mam uczuć. Uczuć mam zbyt wiele.
Ale nie mam ludzkich odruchów.
Wszystko mam zracjonalizowane, jak pod linijkę, jak rozwiązane równanie. Mimo, że nienawidzę matematyki. Ale Ty lubisz.
Bawi mnie to, że w kontaktach międzyludzkich mam cały wachlarz twarzy, niczym programy w robocie kuchennym, a gdy jestem sama ze sobą to jestem rozedrganą kulką w kącie. Jak mały jeżyk, który zagubił się na blokowisku i nie może wrócić do lasu. Rozedrganą kulką.
Możesz mi powiedzieć - bądź ze mną szczera, nie musisz niczego ukrywać.
A ja mimo to nie umiem. To co umiem z siebie wyrzucić jest tylko drobinką kurzu z opuszczonej piwnicy.
A samo to Was przeraża. Samo to was przerasta. Ludzie nie lubią negatywów.
Dlatego wszyscy jesteśmy ze sobą nieszczerzy i jako tako trzyma się to w kupie.
Społeczności to dziwne twory.
Im ludzie starsi tym mniej w nich prawdziwości. Kiedy mieliśmy po pięć lat najlepszego przyjaciela trzymało się za rękę i dawało przejechać na swoim nowym rowerze.
Kiedy mieliśmy piętnaście lat najlepszy przyjaciel zawsze mógł być obgadywany za plecami.
Kiedy masz dwadzieścia lat społeczności tworzą się w społecznościach, a pomiędzy nimi jeszcze mniejsze. Całość trzyma się na sztucznym uśmiechu, a w środku to jeden wielki burdel.
Im dalej tym gorzej.
A każdy kto nie biegnie w tym wyścigu szczurów szuka swojej własnej prawdy, szuka swojego przyjaciela z czasów gdy miał pięć lat. Chce wziąć kogoś za rękę, podzielić się Mambą i iść na łąkę. Mieć wszystko gdzieś.
(...)
Jestem samolubna i stanowcza. Robię wszystko po mojemu.
Dlatego, że jestem samolubna to przyjmuję zazwyczaj swoją wersję rozwiązania problemu. Jestem stanowcza, więc trzymam się utartej wartości.
Na agresję zawsze odpowiadam agresją bo jestem stanowcza. Nie da się mną wstrząsnąć, krzycząc na mnie. Nie można mnie zakrzyczeć, nie można mnie obrazić abym przejrzała na oczy. Zawsze odbijam piłeczkę, bo taką jestem suką.
Mogę za siebie jedynie przeprosić.
Ale radzę sobie z problemami po mojemu... a ja potrzebuję czasu.

środa, 4 grudnia 2013

X

Nie jestem tą osobą, która przekłada swoje szczęście ponad szczęście bliskich mi osób.
Nawet jeśli po mnie tego nie widać, nawet jeśli o tym nie mówię.
Cokolwiek się nie dzieje, zawsze staram się przykleić uśmiech do twarzy i nigdy nie mówić "ja mam gorzej, zamknij się". Bo powaga problemów jest wprost proporcjonalna do życia każdego człowieka.
Mimo tego, że czasami to naprawdę głupie...
Bycie całe życie "tą drugą", tą brzydszą, tą grubszą, tą z gorszymi stopniami, tą mniej lubianą, nauczyło mnie tylko jednego - "tych pierwszych" nigdy nie da się zadowolić.
Nie można im dogodzić. Twojej uwagi zawsze będzie im za mało, twojego poświęcenia i pomocy.
Problemy pojawiają się wtedy kiedy to ty zaczynasz sobie nie radzić.
Krzyczysz "Hej, posłuchaj! Nie mam siły!", ale to nic nie daje.
Telefony pozostają nieodebrane, wiadomości bez odpowiedzi.
Słyszysz "Przykro mi, mam swoje problemy" i protekcjonalny ton, że przesadzasz.
To zabawne, że kiedy sytuacja się kruszy to każdy umywa ręce. Pomimo niezrywalnych obietnic, zarzekania "zawsze będę z tobą" i trzymania za rękę - kiedy po omacku szukasz tej drugiej dłoni, tej, która obiecywała - jest pusto.
Kiedy sytuacja się kruszy, psuje, kiedy sufit opada, ludzie wkładają okulary. Wypierają lub ignorują.
Zapominając chyba o swoich własnych słowach.
Mimo tego, że okropnie tęsknię.
Mama zawsze powtarza "Dlaczego stawiasz się zawsze w czyimś cieniu? Musisz wyjść na przód, być pierwsza, sprawić, że ktoś poczuje twój cień."
Gorsza od mężczyzny, gorsza od przyjaciół, zawsze "czyjaś koleżanka", nigdy indywidualna osobowość.
Dlaczego?
Nikt nie chce stać w cieniu, każdy pnie się na pierwszego. A mnie lata temu powinęła się noga i nie mogę teraz nadgonić.
Brak mi karty przetargowej na podium.
Każdy chce być najważniejszy.
Wszyscy jesteśmy egoistami.
Dlaczego nie możemy być równi?

"You jump - I jump."
- Titanic