Here's the thing...
Przecież pięć minut temu była Wigilia, cztery minuty temu wylewałam łzy w łazience bo "życzę ci abyś była szczęśliwa" to takie nieprawdziwe gówno, zdanie tabu, zdanie, którego takim ludziom jak ja się nie mówi, bo to tak samo jakby człowiekowi bez ręki powiedzieć "nie martw się, na pewno będziesz od razu szczęśliwy".
Ja właśnie czuję się jakby obcięto mi rękę, więc to było trochę śmieszne.
Przecież pięć minut temu była Wigilia, za sześć minut Nowy Rok.
Nowy Rok, który od pół roku proszę by był lepszy niż ten rok. By dał mi wreszcie rozwiązania, których szukam.
Z ogromną nadzieją patrzę na każdy kolejny dzień, licząc, że nagle... pyknie wszystko na swoje miejsce.
I nie jest to tak, że nie jestem nieświadoma wszystkiego co piszę, co mówię i co robię.
Jestem świadoma tego, że stoję po pas w mule i rozsądnie byłoby się z niego wyczłapać.
Jednak ta druga, uszkodzona część mnie po prostu nie potrafi wyjść.
Może muszę poczekać.
Może muszę poznać kogoś nowego, inspirującego.
Może po prostu kiedyś ten muł zacznie mnie cieszyć.
Mimo, że Nowy Rok to tylko umowna data, jednak oddziela od przeszłości grubą kreską. Znów skreślamy dni, począwszy od dnia numer 1.
Tak, napawa mnie to nadzieją. Nadzieją, ale nie oczekiwaniami.